A może lot balonem?

Lifestyle / 

Godzina 5:30, blady świt, gdzieś na Dolnym Śląsku. Oficer meteo beznamiętnym głosem dyktuje dane dotyczące siły i kierunku wiatru na poszczególnych wysokościach. To ważne informacje – dzisiaj nalot na cel. Musimy znaleźć miejsce do startu, nie bliżej celu niż 1,5 km, nie dalej niż 10 km, postawić balon, wystartować, po czym tak manewrować wysokością lotu, by wiatry wiejące z różną siłą i w różnych kierunkach na różnych wysokościach, przyniosły nas nad cel. A celem jest wieża ratusza w jednej z dolnośląskich miejscowości. Zaczyna się kolejny dzień Balloon Festival Krzyżowa 2015.

mężczyźni napełniający balon przed startem

Napełnianie balonu powietrzem przed startem. Pierwszy od prawej to Krzysztof Zapart, trzeci pilot na ubiegłorocznych balonowych zawodach o Puchar Gordona Benetta. Drugi od prawej, autor artykułu.

Napełnianie balonu powietrzem przed startem. Na zdjęciu największy w Polsce i Europie Środkowej balon na ogrzane powietrze.

Napełnianie balonu powietrzem przed startem. Na zdjęciu największy w Polsce i Europie Środkowej balon na ogrzane powietrze.

Napełnianie balonu powietrzem przed startem.

Napełnianie balonu powietrzem przed startem.

ogrzewanie powietrza w balonie

Po napełnieniu balonu, znajdujące się w nim powietrze należy ogrzać.

Historia baloniarstwa

Baloniarstwo to, zdaniem wielu, jeden z najbardziej szlachetnych sportów lotniczych, zdecydowanie jeden z najstarszych – jeśli nie liczyć samobójczych skoków tego i owego delikwenta z wysokich, nadmorskich klifów, niesławnej historii więźniów chińskiego cesarza Wenxuana, których zmuszono do oddania skoków z wysokiej wieży z wykorzystaniem latawców (jeden z nich, Yuan Huangtou, przeżył, co jednak nie uchroniło go przed egzekucją), czy też Eilmera z Malmesbury, benedyktyna, którego dwustumetrowy lot na lotni w XI wieku zakończył się połamaniem obu nóg i dożywotnim kalectwem. Balony na ogrzane powietrze, bo o nich konkretnie w tym przypadku mowa, fascynowały amatorów latania od pierwszego udanego lotu załogowego – lotu balonu braci Montgolfier w październiku 1783r. Co ciekawe, tylko jeden z braci, Jacques-Étienne, zasmakował rozkoszy lotu balonem jako pierwszy człowiek na świecie, tylko raz i tylko na uwięzi. Pierwszy swobodny lot, w listopadzie tego samego roku, stał się udziałem Jean-François Pilâtre de Rozier i markiza François Laurent le Vieux d’Arlandes.

podnoszenie balona do pionu za pomocą ogrzanego powietrza

Ogrzane powietrze stopniowo podnosi balon do pionu. W operację czynnie zaangażowanych jest sześć osób.

Popularność balonów na ogrzane powietrze była jednak przez długie wieki znikoma – wyparły je łatwiejsze w obsłudze, opracowywane i udoskonalane równolegle, balony wypełnione wodorem (później helem) – ze względu na ograniczenia źródła ciepła potrzebnego do utrzymywania wysokiej temperatury powietrza w czaszy balonu. Aerostaty opracowane przez braci Montgolfier wykorzystywały rodzaj koksownika przymocowanego w dolnej części  balonu, co musiało być niezwykle niewygodne w obsłudze. Dopiero dostępność palników wykorzystujących skroplony propan doprowadziła do renesansu tego rodzaju lotnictwa w latach 50-tych i 60-tych XX wieku.

balon gotowy do lotu

Jeszcze chwila i wystartujemy.

widziałam balona cień...

Poranny lot.

Lot balonem

Rozmyślam o tym wszystkim, siedząc w gondoli jak najbardziej współczesnego balonu na ogrzane powietrze znajdującej się na przyczepce samochodowej, pędząc co koń wyskoczy w stronę Dzierżoniowa i klnąc raz po raz, rzucany o wiklinowe ściany gondoli na zakrętach, podczas gdy reszta załogi usiłuje znaleźć dogodne miejsce do startu wśród okolicznych łąk i pól. Takie, w którym po pierwsze w ogóle możliwe będzie rozwinięcie i postawienie balonu, a po drugie – z którego start da nam szanse na nalot nad dzierżoniowski ratusz, przy wykorzystaniu wiedzy o kierunku i sile wiatrów, uzyskanej podczas odprawy. A drogi polne potrafią być kręte i wyboiste.

Zanim wzniesie się w powietrze, gdzie jest okazem lekkości i gracji, balon jest bardzo wrednym, ciężkim i mało mobilnym urządzeniem. Trochę tak, jak foka po wyjściu z wody na ląd ma problemy z poruszaniem się, jednak w swoim naturalnym środowisku – pilnujcie się dorsze, śledzie, a nawet ośmiornice! Póki co, jesteśmy jednak ciągle na lądzie. Miejsce wybrane, teraz trzeba zrzucić z przyczepy ciężką gondolę, butle z gazem, rozwinąć czaszę balonu, dokonać wszelkich połączeń, mocowań i regulacji. I można się zabrać za wypełnianie balonu powietrzem.

Do rozwiniętej na płasko czaszy balonu najpierw trzeba wprowadzić  powietrze. Zimne powietrze. Stosuje się w tym celu dmuchawy, kształtem i zasadą działania przypominające nieco wentylatory biurowe. Wbrew pozorom, nie jest to prosta operacja, wymaga uwagi i często niemałego wysiłku kilku osób – dwie utrzymują dolny otwór gondoli tak, by umożliwić swobodny nadmuch powietrza do środka, jedna dzierży linę zapobiegającą przesuwaniu się czaszy – coraz bardziej wypełnionej, coraz bardziej kształtnej, a jednocześnie coraz bardziej podatnej na działanie najlżejszego nawet wiatru. Jedna kontroluje działanie nawiewu, sprawdza mocowania klapy wewnątrz balonu – słowem, kupa roboty. A balon w dalszym ciągu zachowuje się jak foka wyrzucona na ląd. Jest ciężki, ospały i uparty.

balon lecący nisko, tuż nad wierzchołkami drzew

Balonem można latać bardzo nisko, tuż nad wierzchołkami drzew.

Po pewnym czasie, kiedy czasza balonu jest już wypełniona powietrzem, ale w dalszym ciągu leży poziomo na ziemi, przychodzi pora na zaopatrzenie balonu w siłę nośną – ogrzanie znajdującego się wewnątrz powietrza tak, by uniosło całe to ustrojstwo w niebo. Przychodzi moment uruchomienia palników gazowych. Pilot balonu, bo przecież tak odpowiedzialnego zadania nie powierzy nikomu innemu, zasiada przy przewróconej na bok gondoli, przyjmuje pozycję operatora ciężkiego karabinu maszynowego, kieruje dysze palników w stronę otworu, uruchamia je – i już można zapomnieć o jakichkolwiek rozmowach między członkami załogi. Hałas otwartych palników i płonącego gazu zagłusza wszystko. Dwaj załoganci, którzy dzielnie trzymają balon jak najszerzej otwarty, mają wrażenie, jakby dostali się w pole rażenia miotacza ognia. Z tym, że płomień łaskawie ich oszczędza, jakby nie trafiał w cel, ale jego języki śmigają tuż obok głowy. Robi się gorąco. Dosłownie gorąco, wszak te płomienie to nie zimne ognie, a w przypadku mniej doświadczonych adeptów baloniarstwa, również gorąco z wrażenia.

Przelot balonów nad Dzierżoniowem w ramach Balloon Festival Krzyżowa 2015

Przelot balonów nad Dzierżoniowem w ramach Balloon Festival Krzyżowa 2015.

Stopniowo, najpierw niezdarnie i powoli, centymetr po centymetrze, z coraz większą gracją, czasza balonu unosi się ponad gondolę. Teraz trzeba z powrotem przewrócić kosz do pionu – ciągle na ziemi, ciągle ciężki i niezgrabny. Załoganci jak najszybciej muszą znaleźć się wewnątrz, gdyż stale rosnąca siła wyporu powietrza nie będzie czekała. Jeśli balon nie będzie obciążony załogą, to i siła potrzebna do uniesienia go będzie stosunkowo mniejsza, a co za tym idzie, istnieje niebezpieczeństwo, że balon uniesie się bez nas. I obejdziemy  się smakiem.

podgrzewanie powietrza w balonie

Powietrze w balonie trzeba od czasu do czasu podgrzewać, by się zbytnio nie ochłodziło i by nasz lot nie skończył się przedwcześnie.

 

 

Pola rzepaku, Wzgórza Kiełczyńskie, żółty balon.

Pola rzepaku, Wzgórza Kiełczyńskie, żółty balon.

Wszyscy są w koszu, z zewnątrz przytrzymuje go kto tylko może – na przykład członkowie ekipy naziemnej (ktoś musi zostać na ziemi, zabrać samochód, przyczepę, a potem przyjechać na miejsce lądowania), stanowiący w tym momencie idealny balast – pilot w dalszym ciągu operuje palnikami. Na jego sygnał kosz zostaje uwolniony – i zaczynamy lot, wznosimy się w powietrze.

Wnętrze największego w Polsce balonu na ogrzane powietrze.

Wnętrze największego w Polsce balonu na ogrzane powietrze. Podczas napełniania, przed startem, pilot sprawdza stan powłoki i zabezpieczeń.

Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ciężka i niezgrabna konstrukcja balonu staje się lżejsza od piórka unoszonego przez wiatr. Z niewiarygodną gracją, powoli unosi się ponad okoliczne uprawy, wierzchołki drzew, dachy domów. Zaczyna się magia latania. Kiedy milknie hałas palników (ten potrafi być nieznośny), zalega doskonała cisza. Balon niesiony jest przez ruchy powietrza, więc członkowie załogi siedzący w gondoli przez większość czasu nie odczuwają nawet cienia powiewu wiatru. Jest to możliwe jedynie podczas zmiany wysokości, gdy balon dostaje się w strumień wiatru wiejącego z inną siłą i w innym kierunku niż na poprzednim pułapie. A i to tylko przez chwilę.

Balony nad Dzierżoniowem

Nad Dzierżoniowem w maju 2015 – Balloon Festival Krzyżowa 2015.

Kiedy wynurzamy się ponad korony drzew i dachy domów, oczom naszym ukazuje się widok iście magiczny – panorama niewielkiego, dolnośląskiego miasteczka, a nad nim co najmniej dwa tuziny kolorowych balonów. Nasz balon jest największym balonem w Polsce, tak więc postawienie go i start zabrały najwięcej czasu. Niemal wszyscy pozostali uczestnicy fiesty balonowej są już w powietrzu, już lecą nad Dzierżoniowem. My też suniemy ponad dachami domów, nasz pilot robi co może, by znaleźć ten prąd powietrza, który zaniesie nas nad wyznaczony cel. Podziwiamy widoki, pstrykamy zdjęcia. Pod nami domy, ulice, potem pola, lasy, drogi. Na horyzoncie widać Ślężę, świętą górę Słowian. Na żółto kwitnie rzepak, im bliżej horyzontu, tym wyraźniej widać poranną mgłę snującą się nad polami.

W zależności od wielkości balonu, liczby załogantów, ilości zabranego ze sobą gazu, wysokości lotu, i pewnie jeszcze paru innych czynników, lot może trwać kilka godzin, a dystans między miejscem startu a lądowania to zwykle kilkanaście kilometrów. Rzecz jasna, mowa tu o lotach rekreacyjnych, a nie o rekordach długości lotu mierzonych w tysiącach kilometrów. W trakcie takiego lotu można zejść na stosunkowo niskie pułapy – obserwować zwierzynę płową, latać nad budynkami i oglądać je z niezwykłej perspektywy, można nawet wdać się w rozmowy z ludźmi znajdującymi się na ziemi. A już na pewno trzeba – ku ich wielkiej uciesze – odpowiedzieć na machanie dzieciarni zadzierającej głowy do góry z podziwem i zazdrością. Doświadczony pilot potrafi zapewnić swoim pasażerom kilka atrakcji, w tym „postawienie stempelka”, czyli uderzenie gondolą o ziemię na zaoranym polu tak, by pozostawić po sobie odbicie zarysu gondoli. Świetnie się do tego nadaje również świeży śnieg. Inną atrakcją może być przelot tuż nad czubkami drzew – tak, by czasza balonu unosiła się bezpiecznie nad drzewami, lecz by gondola sunęła wśród wierzchołków drzew, rozgarniając na boki gałęzie.

Najpiękniejszy nawet lot musi się kiedyś skończyć. Operacja lądowania potrafi dostarczyć kolejnych wrażeń amatorom podniebnych wojaży. Balony podwozia nie mają, balonem nie da się sterować, a jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę fakt, iż czasza balonu działa w dużej mierze jak ogromny żagiel, powodując poruszanie się balonu wraz z najmniejszym nawet ruchem powietrza, lądowanie wymaga od pilota niemałych umiejętności i sporej sprawności, a od pasażerów – żelaznych nerwów.

niebieski balon nad zielonymi polami

Poranny przelot nad wiosennymi polami.

Jeśli tuż przy powierzchni ziemi panuje bezwietrzna pogoda, zadanie jest stosunkowo łatwe. Wystarczy tylko znaleźć odpowiednie miejsce, nad które ma szanse nadlecieć nasz balon, miejsce wolne od przewodów energetycznych, zabudowań, czy innych obiektów, o które nie chcielibyśmy zahaczyć balonem, po czym umiejętnie doprowadzić go do tego miejsca, stopniowo obniżając wysokość lotu. Bezpośrednio nad ziemią pilot ma bardzo ograniczoną możliwość wyhamowania lotu. Jeśli warunki te zostaną spełnione, a tempo obniżania pułapu niezbyt duże, podczas lądowania wystarczy lekko ugiąć kolana, by zamortyzować uderzenie o grunt – i jesteśmy znowu bezpiecznie na ziemi.

balony nad łąkami i polami rzepaku

Gdzieś w polu.

Jeśli jednak w deficycie są umiejętności pilota w kwestii znalezienia odpowiedniego miejsca, oraz wykonania samej operacji lądowania, a na dodatek tuż przy gruncie ciągle wieje – biada zarówno temu, kto znajduje się w gondoli, jak i temu, kto na ziemi napatoczy się na miejsce lądowania. Balon – gondola, butle z gazem, czasza, zawarte w niej nagrzane powietrze oraz kilkoro członków załogi – mimo iż rzeczywiście stanowi obiekt lżejszy od powietrza, jednak nie jest pozbawiony masy. Wręcz przeciwnie, łączna masa całości potrafi wynieść kilka ton. Tak, tak, średnio ponad trzy tony. I jeśli pamiętamy o tym ogromnym żaglu w postaci czaszy balonu – jej opróżnienie też potrafi zająć jakiś czas – to niewielki nawet wiaterek przy powierzchni ziemi oznacza bezlitosne targanie gondolą po ziemi, jej przewrócenie, a czasem wręcz zaoranie gruntu na długości kilkudziesięciu metrów.

plecy członka załogi w bluzie świdnickiego klubu balonowego

Świdnicki klub balonowy lata wysoko. Tutaj – nad chmurami, na wysokości ponad 3000 metrów.

Tym razem jednak nie zdarzyło się nic takiego. Doświadczony pilot, doskonałe warunki, ugór na poletku o powierzchni około hektara tuż za zagajnikiem, stanowiącym wymarzoną osłonę przed podmuchami wiatru. Ogromny balon usiadł grzecznie, gorące powietrze spokojnie zaczęło uciekać przez otwartą klapę w czaszy balonu. Wystarczyło tylko delikatnie przykucnąć – i już znowu jesteśmy na twardym gruncie. Jeszcze tylko wizyta patrolu miejscowej policji, którą natychmiast zawiadomił właściciel nieużytkowanego poletka – co mi tu będą nie tylko na moim niebie, ale i na moim polu robić! Policjanci, jak się okazało, byli co najmniej tak rozbawieni „donosem”, jak i my. Wezwany na miejsce właściciel „akurat miał pilną wizytę u lekarza”, więc nie przyjechał oszacować strat. A szkoda. Jak się okazuje, pokłady dobrej woli są w narodzie niewyczerpane.

autor: Rajmund Matuszkiewicz

Zapisz

Inne wpisy z tej kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Pięć zdjęć, które wstrząsnęły światem

Lifestyle / 

Z uwagi na olbrzymią popularność fotografii w dzisiejszych czasach, trudno współcześnie zrobić zdjęcie, które mogłoby się wyróżniać. Na przestrzeni lat istnienia aparatu powstały jednak ujęcia, które miały w sobie „to coś” – uchwycone momenty, które intrygowały i inspirowały pokolenia. Poniżej przedstawiamy pięć zdjęć, które natychmiast po opublikowaniu obiegły cały świat i wywołały skrajne emocje.

1. Pocałunek – scena mniej romantyczna niż na pierwszy rzut oka

marynarz całujący pielęgniarkę

14 sierpnia 1945 roku, w Stanach Zjednoczonych ogłoszono wiadomość o poddaniu się Japonii, co oznaczało koniec drugiej wojny światowej. Na ulicach rozpoczęło się chaotyczne świętowanie. Największą radość okazywali żołnierze, ponieważ jeszcze do niedawna widniała przed nimi perspektywa wyruszenia na kolejną wyprawę przeciw Japonii. Pomiędzy świętującymi, można było zobaczyć marynarza, który w swojej radości porywał w objęcia każdą napotkaną kobietę. Fotograf upamiętniający uliczne celebracje uwiecznił moment, kiedy mężczyzna chwycił i namiętnie pocałował młodą pielęgniarkę, która była jedną ze świętujących. Kobieta wiele lat później skomentowała sytuację, mówiąc, że nie miała szans zareagować na frywolne zachowanie nietrzeźwego marynarza, ponieważ była przez niego trzymana w żelaznym uścisku. Zdjęcie obiegło jednak cały świat i często kojarzono je z powitaniem stęsknionej pary kochanków, bądź też sądzono, że było ono pozowane i miało obrazować radość z końca wojny. Niezależnie od interpretacji, zdjęcie jest symbolem entuzjazmu Ameryki po zakończeniu wieloletniej wojny.

2. Afgańska dziewczyna

Sharbat Gula - afgańska dziewczyna

Zdjęcie z okładki National Geographic w 1985 stało się słynne na całym świecie. Fotograf Steve McCurry wykorzystał jedną z niewielu okazji, kiedy mógł zrobić zdjęcie afgańskiej kobiecie i uchwycił w ujęciu dwunastoletnią wówczas Sharbat Gulę – uczennicę nieformalnej szkoły w obozie dla uchodźców w Pakistanie. Zdjęcie zostało wykonane w czasie sowieckiej okupacji na Afganistan. Tożsamość Sharbat zidentyfikowano dopiero po 17 latach, ponieważ po zakończeniu okupacji powróciła ona z Pakistanu do Afganistanu. Nie miała też pojęcia o jej sławnym portrecie, który obiegł cały świat. Dowiedziała się o nim dopiero w 2002 roku, kiedy została odnaleziona przez fotografa McCurriego, który zrobił jej to zdjęcie.

3. Sęp i głodujące dziecko

sęp i głodujące dziecko

Fotograf Kevin Carter wygrał nagrodę Pulitzera za zdjęcie, które przedstawia umierającą z głodu dziewczynkę z Sudanu, za którą kroczy sęp. Jej rodzice byli zajęci odbieraniem jedzenia z samolotu, więc na jakiś czas pozostawili dzieci bez opieki. W tym czasie ich córka próbowała dotrzeć do stacji żywności, a po drodze zatrzymała się z wycieńczenia, żeby odpocząć. Fotograf, aby zrobić zdjęcie, przez 20 minut skradał się powoli do sępa i dziewczynki tak, żeby nie przestraszyć ptaka. Ujęcie zrobiono z odległości dziesięciu metrów. Zaraz potem Carter odpędził sępa. Zdjęcie opublikowano w 1993 roku i wywołało bardzo silne reakcje. Ludzie chcieli wiedzieć, co stało się z dzieckiem i dlaczego fotograf mu nie pomógł. Carter pracował jednak w czasach, kiedy fotoreporterom nie wolno było wchodzić w kontakt z ofiarami klęski głodu z obawy przed rozprzestrzenianiem chorób. Oszacował on wtedy, że w jednostce żywienia umierało z głodu około 20 osób na godzinę. Dziewczynka nie była jedyna. Mimo to fotografa męczyły wyrzuty sumienia, że nie zrobił nic, żeby pomóc dziecku, mimo że nie byłby w stanie zrobić wiele. Przez to i inne traumatyczne przeżycia z czasu jego kariery fotoreporterskiej, kilka miesięcy później – w wieku 33 lat, Carter popełnił samobójstwo.

4. Marlene Dietrich całująca amerykańskiego żołnierza

Marlene Dietrich całująca amerykańskiego żołnierza

Zdjęcie przestawia Marlene Dietrich całującą żołnierza wracającego z drugiej wojny światowej w 1945 roku. Po raz pierwszy opublikowano je w „Life Magazine” z podpisem: “Trzymana przez innych żołnierzy za jej słynne nogi, Marlene Dietrich całuje amerykańskiego żołnierza, wracającego do domu”. Statek, na którym jest żołnierz w momencie robienia zdjęcia przewoził z powrotem do Stanów część drugiej dywizji piechoty armii amerykańskiej.

5. Audrey Hepburn i „Śniadanie u Tiffany’ego”

Audrey Hepburn w Śniadaniu u Tiffany'ego

Słynna scena z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”, gdzie główna bohaterka, Holly Golightly (Audrey Hepburn), spaceruje przez opustoszałą Piątą Aleję Nowego Jorku o świcie w wielkich okularach przeciwsłonecznych i w tradycyjnej małej czarnej Givenchiego, musiała stać się kultowa. Z ciastkiem w jednej dłoni i kubkiem kawy w drugiej, postać zatrzymuje się, by podziwiać wystawę biżuterii u Tifanny’ego, jednocześnie jedząc śniadanie. Jest to jedna z najbardziej legendarnych sekwencji otwierających jakikolwiek film. Scena była podobno nakręcona tylko raz i wyszła tak dobrze, że nie trzeba było jej powtarzać, mimo że okoliczności nie były idealne. Dookoła ekipy filmowej stał hałaśliwy tłum ludzi, pragnących chociaż raz zerknąć na gwiazdę. Dodatkowo, scena była kręcona wśród codziennego zgiełku, kiedy Piąta Aleja była pełna ludzi i musieli się oni usunąć sprzed kamery tak, żeby ulica wydawała się pusta. Ostatecznym wyzwaniem dla Audrey było ciastko, które jej bohaterka spożywała na śniadanie. Aktorka czuła wstręt do tego typu wypieków – słodkiego placka z serem lub owocami (ang. Danish). Dlatego też w słynnej scenie można zobaczyć, że bardziej „skubie” ona swoje śniadanie niż rzeczywiście je spożywa.

Znacie jeszcze jakieś zdjęcia, które pasowałyby do naszej krótkiej listy? :)

O Gentleman’s Choice:

Jesteśmy bardzo młodym portalem, który publikuje treści o wysokiej wartości merytorycznej z wieloma autorskimi zdjęciami. Zależy nam na dalszym rozwoju i profesjonalizacji, które jednak zależą od liczby odbiorców, do której docieramy. Jeśli podobał Ci się ten artykuł, daj nam lajka i/lub udostępnij go na FB lub w innych mediach społecznościowych! Nic nie tracisz, a nasza wiedza może przydać się komuś z Twoich znajomych!

Zapisz

Inne wpisy z tej kategorii

portfel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Ikona elegancji: Rene Lacoste

Ikony Stylu, Moda / 

Światowa gwiazda sportowa, innowacyjny wynalazca i mistrz modowy, za którym podążyły miliony – Rene Lacoste. Założyciel marki znanej na całym świecie, słynącej nie tylko z odzieży sportowej, ale też z całej gamy innych produktów, takich jak obuwie, perfumy czy zegarki.

Światowa gwiazda tenisa

Rene Lacoste urodził się w 1904 roku w zamożnej rodzinie. Jego przyszłość zawodowa była oczywista od samego początku, ponieważ jego ojciec posiadał wielką fabrykę samochodów, którą syn miał przejąć. Wydawało się, że będzie on doskonale zarządzał firmą, ponieważ miał wyjątkowo ścisły umysł i interesował się technologią. Z tego też powodu został wysłany do prestiżowej szkoły we Francji, gdzie studiował budowę maszyn. Wkrótce Lacoste zaskoczył jednak wszystkich oznajmiając, że chciałby zostać zawodowym tenisistą. Stało się to po jego wizycie wraz z ojcem w Wielkiej Brytanii, gdzie Rene jako piętnastolatek po raz pierwszy w życiu zagrał w tenisa. Wyrozumiały ojciec dał synowi pięć lat na podążanie za nową pasją i postawił mu warunek, że w tym okresie ma zostać championem w tej dziedzinie.

młody Rene Lacoste z rakietą tenisową

źródło: gettyimages.co.uk

Rene wystarczyły trzy lata, aby wspiąć się na szczyt. Był fenomenem, ponieważ mimo braku naturalnego talentu, bardzo szybko został jednym z czołowych światowych tenisistów. Zawdzięczał to przede wszystkim swojej determinacji, dyscyplinie oraz niesamowitej inteligencji strategicznej. Podczas gry, zawsze starał się zmęczyć przeciwnika przez zmuszanie go do ciągłego ruchu. Wkrótce przez jego zawziętość na korcie i fakt, że nigdy nie odpuszczał swojej „ofierze”, przylgnął do niego pseudonim „krokodyl”. Po tym incydencie przyjaciel Rene – Robert George, narysował dla niego krokodyla, którego później wyszyto na jego marynarce.

Rene Lacoste z marynarką z krokodylkiem

źródło: raredelights.com

Kariera Lacoste jako tenisisty trwała jedynie siedem lat, ponieważ Rene zaczął chorować na przewlekłe zapalenie oskrzeli i musiał zrezygnować z gry. W ciągu tego krótkiego okresu zdobył jednak dziesięć różnych tytułów i razem z trzema innymi światowymi sławami tenisa z lat 20. i 30. XIX wieku, został zaliczony do grona Czterech Muszkieterów francuskiego tenisa, których obawiano się spotkać na korcie.

Czterech czołowych tenisistów Francji lat 20. i 30.: Jean Borotra, Jacques Brugnon, Henri Cochet i René Lacoste, nazywanych Czterema Muszkieterami.

Czterech czołowych tenisistów Francji lat 20. i 30.: Jean Borotra, Jacques Brugnon, Henri Cochet i René Lacoste, nazywanych Czterema Muszkieterami. źródło: observatorcultural.ro

Rene Lacoste jest zaliczany do grona graczy, którzy na początku XX wieku ukształtowali grę w tenisa i nadali jej określone normy, które obowiązują do dziś.

czterej muszkieterowie francuskiego tenisa

Czterej Muszkieterowie przed obroną swojego tytułu na zawodach Davis Cup przed nowo wybudowanym stadionem specjalnie na tę okazję. źródło: histoiredutennis.com

Marka Lacoste

Jeszcze jako zawodowy tenisista, Rene nie był zwolennikiem stroju obowiązującego wówczas na korcie. W latach 20. koszula tenisisty miała długie rękawy i była zapinana. Noszono do niej krawat i długie spodnie. Lacoste uważał, że taki strój był zbyt ciężki i ograniczający, aby uprawiać w nim sport. Zainspirował się brytyjskimi graczami polo, którzy w tym czasie używali już koszulek, znanych dzisiaj jako koszulki polo. Rene spodobała się praktyczność tego stroju i zlecił krawcowi uszycie serii bawełnianych koszulek tego typu. Z przodu wyszyto logo krokodyla (często błędnie określanego jako aligatora), podobnego do tego oryginalnego z marynarki Rene. Według historyków modowych, było to pierwsze logo celowo umieszczone na wierzchu ubrania zamiast na jego lewej stronie.

Rene Lacoste w bluzce z krokodylem

źródło: kaospoloshirt.net

Krótkie rękawy zastąpiły długie, luźne rękawy koszul, które były uciążliwe dla graczy. Góra koszulki mogła być rozpięta i luźna, natomiast miękki kołnierzyk można było postawić tak, aby chronił szyję przed słońcem.

model kołnierzyka koszulki polo Lacoste

Rene Lacoste opatentował model kołnierzyka w swojej koszulce polo, który może być podniesiony tak, żeby chronić szyję przed słońcem i jest wykonany ze specjalnego grubszego materiału. źródło: lacoste.co.kr

Również dzianina, z której była uszyta koszula, umożliwiała skórze oddychanie. Tył koszuli był dłuższy niż przód, dzięki czemu była ona schowana do spodni również w czasie serwów. Po raz pierwszy Lacoste założył koszulkę polo w 1926 roku na zawody US Open w Nowym Jorku. Natychmiast zyskała ona olbrzymią popularność wśród innych tenisistów. Koszulka zaprojektowana przez Lacoste pozwalała na swobodę ruchu i elegancko prezentowała się na korcie.

Rene Lacoste w 1924 we Francji na Wimbledonie w koszulce polo.

Rene Lacoste w 1924 we Francji na Wimbledonie w koszulce polo. źródło: gettyimages.com

Zaraz po zrezygnowaniu z kariery tenisisty, Rene otworzył firmę produkującą koszulki polo pod nazwą La Societe Chemise Lacoste. Nowa marka odzieżowa szybko zaczęła się rozwijać, stopniowo wprowadzając też inne produkty. Największy sukces odniosła w 1951 roku, kiedy zrezygnowała jedynie z białego koloru ubrań i wprowadziła dodatkowe barwy. Logo krokodyla na produktach Lacoste stało się światowym znakiem rozpoznawczym marki.

kolorowe koszulki polo Lacoste

źródło: lacoste-sport.skyrock.com

Klasyczny strój do tenisa z lat 80.

Klasyczny strój do tenisa z lat 80. źródło: newnownext.com

Szczyt popularności przypadł koszulce polo na lata 70. i 80., kiedy stała się ona nieodłącznym elementem stylu preppy (styl wywodzący się z Ivy Look). Pojawiła się ona nawet w książce „Oficjalny Poradnik Stylu Preppy” (ang. Official Preppy Handbook), gdzie wyszczególniono, dlaczego koszulka Lacoste była niezbędna do stworzenia tego stylu. Produkty Lacoste nie kojarzyły się już wyłącznie ze sportem, ale też z codzienną niewymuszoną elegancją oraz z wysokim statusem społecznym. Podobno to dzięki Lacoste powstało pojęcie „funkcjonalna elegancja” (ang. functional elegance).

okładka książki Oficjalny Poradnik Stylu Preppy

„Oficjalny Poradnik Stylu Preppy” popularny w latach 70. i 80., gdzie wyszczególniono walory koszulki polo.

styl preppy z czerwoną i żółtą koszulką Lacoste

Styl Preppy w 1985 roku, z koszulką Lacoste jako jego podstawowym elementem. źródło: 80s-tennis.com

John F. Kennedy i Clint Eastwood w koszulkach Lacoste.

John F. Kennedy i Clint Eastwood w koszulkach Lacoste. źródło: http://theuniformant.com/

Sportowy wynalazca

Rene Lacoste był nie tylko sportowcem i właścicielem znanej na cały świat marki ubrań, ale także wynalazcą. Jego wykształcenie techniczne i naturalne zainteresowanie technologią doprowadziło do stworzenia kilku wynalazków przydatnych w sporcie. Lacoste stworzył pierwszą stalową rakietę do tenisa, która została szybko doceniona przez innych słynnych tenisistów, np. Jimmiego Connorsa.

stalowa rakieta do tenisa Lacoste

Lacoste zrewolucjonizował świat tenisa, tworząć stalową rakietę do tenisa, zapewniającą lepszą aerodynamikę i będącą prototypem dzisiejszych rakiet. źródło: global.lacoste.com

Kolejnym wynalazkiem Rene była maszyna do rzucania piłek, dzięki czemu mógł on płynniej trenować.

maszyna do rzucania piłek

Lacoste wynalazł maszynę do rzucania piłek, aby łatwiej mu się trenowało. Maszyna jest do dziś używana przez kolejne pokolenia tenisistów. źródło: lacoste.com

Lacoste prywatnie

Lacoste był cichą osobą, która prowadziła spokojne życie. W wieku 26 lat poślubił mistrzynię golfa Simone de la Chaume, z którą miał czworo dzieci. Jego najstarsza córka, podobnie do matki, również odnalazła swoją pasję w golfie. Stąd też zainteresowanie Rene tym sportem w późniejszym okresie jego życia.

Rene Lacoste z żoną

Lacoste ze swoją przyszłą żoną – Simone Thion de la Chaume – 13-krotną francuską mistrzynią golfa. źródło: chantaco.com/e

W 1964 roku Lacoste przekazał swoją olbrzymią firmę najstarszemu synowi. On sam natomiast dalej zajmował się wynalazkami i projektowaniem ubrań, co przestał robić na krótko przed swoją śmiercią. W 1996 roku po wieloletnich zmaganiach z chorobą, umarł we śnie na atak serca.

starszy Rene Lacoste

źródło: cologneboutique.com

Dzisiaj marka Lacoste sprzedaje nie tylko ubrania sportowe dla kobiet, mężczyzn i dzieci, ale także szeroką gamę innych produktów takich jak perfumy, obuwie, zegarki i akcesoria techniczne do golfa i tenisa. Znakiem rozpoznawczym wszystkich tych produktów jest słynne logo krokodyla, przez które każdy natychmiast rozpoznaje markę.

Rene Lacoste z krokodylem

źródło: cheekycasual.lh.pl

O Gentleman’s Choice:

Jesteśmy bardzo młodym portalem, który publikuje treści o wysokiej wartości merytorycznej z wieloma autorskimi zdjęciami. Zależy nam na dalszym rozwoju i profesjonalizacji, które jednak zależą od liczby odbiorców, do której docieramy. Jeśli podobał Ci się ten artykuł, daj nam lajka i/lub udostępnij go na FB lub w innych mediach społecznościowych! Nic nie tracisz, a nasza wiedza może przydać się komuś z Twoich znajomych!

Zapisz

Inne wpisy z tej kategorii

portfel

Komentarze

  1. Świetny artykuł, wszystko treściwe i zachęcające do bliższego poznania sylwetki Krokodyla

  2. Bardzo przyjemny artykuł , pełen ciekawych informacji przekazanych w interesujący i schludny sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Miler Menswear
Top