Mercedes-Benz CLK GTR- z toru wprost na ulicę

Hobby, Motoryzacja / 

FIA – skrót kojarzony przez każdego, kto przynajmniej raz w życiu oglądał Formułę 1. Jeśli jakimś cudem, ktoś jeszcze nie doświadczył tej przyjemności, to już spieszę z wyjaśnieniem. Jest to nic innego, jak Międzynarodowa Federacja Samochodowa, organizacja zarządzająca światowym sportem motorowym. Wśród pasjonatów i uczestników, czy to wyścigów czy rajdów, niezbyt lubiana, głównie za swoje dziwne regulaminowe „wymysły”, często mocno oderwane od rzeczywistości. Co by o FIA jednak nie mówić, to w latach 90. w regulaminach wielu serii wyścigowych, stosowała bardzo ciekawy i korzystny, dla fanów niezwykłych aut, przepis. Aby projekt nowej „wyścigówki” został dopuszczony do startów musi zostać wyprodukowany w wersji cywilnej, w ilości określonej dla danej serii zawodów. Był to wymóg niezbędny do uzyskania homologacji auta do startów m.in. w klasie GT1 wyścigów długodystansowych, takich jak np. słynny 24h Le Mans.

Wspomniany zapis w regulaminie musiał spełnić np. Mercedes-Benz planując wystawić w serii GT swoją nową broń – CLK GTR. Dzięki doskonałemu lobbingowi panów ze Stuttgartu, FIA zgodziła się odwrócić kolejność procesu homologacji, dlatego torowe GTR-y powstały szybciej niż wersje drogowe. Do startów w klasie GT1 wymagane było wyprodukowanie 25 sztuk wersji cywilnej. Producent spełnił daną obietnicę, nawet z pewną nawiązką, powstało bowiem 28 ulicznych CLK. Dzięki temu regulaminowemu zapisowi „motoświat” stał się bogatszy o wiele perełek na kołach. Jedną z nich jest właśnie wspomniana, lekko ugrzeczniona wersja Mercedesa.

CLK GTR, mimo iż jest autem drogowym, ma niewiele wspólnego z tym, co można zobaczyć na co dzień w miejskim ruchu. Konstrukcja tego samochodu opiera się na kompozytowo-stalowym szkielecie, zredukowanym do minimum pod względem masy i zajmowanego miejsca. Kabinę chroni mocny, carbonowy monokok, zapewniający sztywność konstrukcji i bezpieczeństwo podróżnych. Stanowi on również punkt mocowania całego przedniego zawieszenia i układu kierowniczego. Z tyłu auta element nośny stanowi natomiast… skrzynia biegów. To do niej przykręcone zostało całe tylne zawieszenie. Rozwiązanie w standardowych autach niespotykane, ale w wyścigówkach i wielu motocyklach nikogo nie dziwi, że zespół napędowy jest elementem konstrukcyjnym. Pozwala to zaoszczędzić sporo cennych kilogramów i miejsca oraz znacząco ułatwia, poprzez swoją prostotę, np. szybką naprawę podczas 24 godzinnego wyścigu.

supercars.net

Zawieszenie Mercedesa również mocno odbiega od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w swoim zwykłym aucie. Wielowahaczowa, aluminiowa konstrukcja zawieszenia obu osi, działa w systemie Pullrod (drążek przenoszący ruch zawieszenia jest pchany ku dołowi a w normalnych autach porusza się w górę) i jest oczywiście w pełni regulowana w kwestii wysokości, twardości oraz tłumienia i charakterystyki pracy. O odpowiednio efektywne wytracanie prędkości CLK dbają tarczowe, wentylowane i pływające (tarcza hamulcowa składa się z 2 skręconych ze sobą części) wielotłoczkowe hamulce.

To, co może niektórych zaskoczyć, to możliwość wyboru aż trzech silników z oferty Mercedesa. Pierwszym z nich jest wyjęty żywcem z wersji wyścigowej motor V12 o pojemności 6 litrów. Produkował 600 KM i 701 Nm i… był najsłabszą dostępną do tego auta jednostką. Jak widać, ten samochód ma w sobie coś magnetycznego, zwłaszcza gdy podstawowa dostępna „w salonie” wersja rozpędza się do 307 km/h. Im dalej w ofertę Mercedesa, tym ciekawiej, kolejny silnik, który można było dobrać do swojego GTR-a to również V12. Różni się od poprzedniej jednostki pojemnością 6,9 litra i mocą o 12 KM większą (po zdjęciu zwężek w dolocie, silnik uzyskiwał podobno aż 700 KM!) oraz masą mniejszą aż o 140 kg. Zmieniono jednak przełożenie skrzyni biegów na dłuższe, zwiększając „vmax” do 322 km/h, tracąc przy tym dużo na przyśpieszeniu do „setki”- z 3,4 sekundy wzrosło aż do 3,8 s.

Ostatnim silnikowym wariantem z oferty koncernu była 7,3 litrowa jednostka, o mocy 664 KM, oczywiście w układzie V12. Dzięki paru dodatkowym koniom mechanicznym sprint do 100 km/h zajmował teraz tylko 3,5 sekundy a po chwili na prędkościomierzu ukazywało się 320 km/h. Wielkiego wyboru nie dawano jednak klientom w kwestii wyposażenia. O ile mogli wybierać spośród materiałów i koloru wykończenia wnętrza, to w przypadku osprzętu kabiny musieli zdać się na to, co wybrał sam Mercedes a nie było tego wiele. Prostota, surowość i funkcjonalność, tak można podsumować wnętrze GTR-a. Jedynym luksusem, jakiego możemy doświadczyć za kierownicą CLK jest klimatyzacja i radio. Producent, o dziwo, wyposażył auto w układ ESP dla ułatwienia prowadzenia, na szczęście można go całkowicie wyłączyć. Wsiadania do kabiny nie ułatwiają natomiast unoszone do góry, bardzo małe drzwi oraz wysoki i szeroki próg. Dbając o bezpieczeństwo podróżnych, seryjnie montowano dwie poduszki powietrzne.

Mercedes poszedł w swoim projekcie o krok dalej niż można by to sobie w latach 90. wyobrazić, stworzył bowiem dwie szczególne wersje i tak już nietypowego auta. Pierwsza z nich to wersja z otwartym dachem. Roadstera wyprodukowano w 6 egzemplarzach (pięć z silnikiem 6,9 i jeden 7,3 litrowy) i każdy z nich był prawdziwym generatorem wiatru we włosach. Ostatnią szczególną wersją jest najmocniejsza odmiana SuperSport. Powstały jej jedynie dwie sztuki, z czego pierwsza to przebudowana „zwykła” wersja 7,3 litra a dopiero drugi egzemplarz został od podstaw zbudowany jako SuperSport. Oba auta legitymowały się mocą 720KM i potrafiły pędzić aż 346 km/h.

Sukcesy w wyścigach i nietuzinkowość tego auta stworzyły legendę. Mimo że ma już prawie 20 lat, to cały czas ekscytuje zarówno fanów motoryzacji, jak i przypadkowo napotkane na ulicy osoby. Jeśli komuś uda się spotkać GTR-a w ruchu to jest prawdziwym szczęściarzem i na pewno będzie to jedno z jego piękniejszych wspomnień, nie wspominając już o możliwości poprowadzenia tego auta. Żaden z kupujących nowego CLK nie żałował przez moment swojej decyzji, mimo że kosztował on ponad milion euro.

Pamiętajcie, że już jutro Black Friday, czekajcie na promocje zarówno w Miler Spirits & Style, oraz na ciekawe oferty branży motoryzacyjnej (niestety na CLK GTR w promocji nie ma co liczyć). Tymczasem, motoryzacyjna interpretacja Czarnego Piątku, od Panów z amerykańskiej Formula Drift.

Stylowe nakrycie głowy.

Kaszkiet świetnie łączy się zarówno z dżinsami jak i garniturem dzięki czemu można nosić go praktycznie wszędzie! Detronizuje kompromitujące połączenie wełnianej czapki i garnituru oraz świetnie zastępuje kapelusz, który dzisiaj nie każdy chce nosić. Kaszkiety, które dla Was przygotowało Miler Spirits&Style, są całkowicie wyjątkowe i jesteśmy przekonani, że szybko stracicie dla nich głowę. Ale najpierw warto się dowiedzieć o co tu w ogóle chodzi.

121

Autor: Adrian Walkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Czym ona się maluje?

Lifestyle / 

Mężczyźni często mają problem ze zrozumieniem kobiecego świata. Szczególnie, gdy płeć piękna rozpoczyna temat związany z kosmetykami. Kiedy pozna się podstawy dotyczące tego, zwykle odległego dla mężczyzn, tematu to przestaje być tak enigmatyczny. Wbrew pozorom kosmetyczna tematyka nie jest tak skomplikowana jak mogłoby się wydawać. Poniżej znajdziecie mały słownik podstawowych pojęć, które pomogą Wam odnaleźć się w świecie kosmetyków.

Wcale mi to nie przeszkadza vs. natychmiast stąd wyjdź!

Wiele kobiet panikuje kiedy mężczyzna przygląda się im podczas robienia makijażu. Dlaczego? Nawet po wielu latach spędzonych razem ona nie chce żeby partner widział jak zmienia się jej twarz pod wpływem kilku kosmetyków. To magia makijażu, której tajemnice chcą zachować kobiety – ktoś zauważy jak bardzo pomagają ich urodzie upiększające produkty. To strach przed tym, że bez warstwy podkładu, pudru, cieni i tuszu, przestaniemy się podobać nie tylko sobie, ale i naszym mężczyznom. Jedynym remedium mogą być komplementy, choć kobietom zwykle ciężko w nie uwierzyć.

Mimo to czasami zdarzy się okazja, w której mężczyzna staje oko w oko z kobiecą kosmetyczką. Wtedy pojawiają się pytania: do czego to służy? Jak tego używać? Po co Ci to? Jednak kiedy mężczyzna nie ma pomysłu na prezent dla swojej ukochanej, kosmetyki wydają się być idealnym pomysłem. Aby uniknąć wpadek podpowiadamy: czego unikać a co będzie strzałem w dziesiątkę?

1.Podkład – podstawa makijażu

Kosmetyk, który jest fundamentem każdej kosmetyczki. Bez niego ciężko ukryć zmęczenie, wypryski, przebarwienia i inne mało przyjemne niespodzianki jakie pojawiają się na twarzy. Podkład zwykle jest beżowy i ściśle dopasowany do odcienia skóry twarzy i szyi. Jeśli w ciągu dnia na podbródku widać wyraźne linie w ciemniejszym lub jaśniejszym kolorze to kosmetyk z pewnością został źle dobrany. W zależności od rodzaju cery (sucha, tłusta, mieszana) dobieramy inny rodzaj kosmetyku (w musie, kremie, pudrze, płynie, rozświetlający, matujący itd.) dlatego lepiej go nie kupujcie. Chyba, że podkradniecie buteleczkę z produktem używanym przez kobietę, której chcecie go sprezentować i kupicie dokładnie ten sam. Ważna jest nazwa oraz numer, bez tego nawet najbardziej doświadczona ekspedientka nie będzie w stanie Wam pomóc. Za to może Wam podpowiedzieć zakup bazy pod makijaż. To dobry pomysł, ale celuj w te bezbarwne, które dopasują się każdego podkładu.

2. Korektor – kosmetyk do zadań specjalnych

Nie, nie taki jaki znacie z biura czy szkoły. Jest wiele rodzajów korektorów, a te podstawowe to: beżowy dobrany do koloru podkładu, zielony, który neutralizuje czerwony kolor (przydatny przy skórze naczynkowej lub z wypryskami), żółty do usuwania cieni pod oczami, różowy rozjaśnia cerę i nadaje jej zdrowego koloru, fioletowy neutralizuje żółte przebarwienia, a biały rozświetla. Oczywiście nie używamy wszystkich na raz, bo nie ma sensu nakładać zielonego i różowego korektora skoro ten pierwszy zneutralizuje działanie drugiego. W zależności od tego czego potrzebuje kobieca skóra dobieramy do niej odpowiedni rodzaj produktu. Ten niewielki kosmetyk pomaga podkładowi ukryć nasze niedoskonałości. Jeśli chcesz go komuś podarować to najlepiej wybierz biały albo paletę kilku korektorów złożoną z beżu, różu/fioletu i zieleni.

3. Puder – niewidzialny przyjaciel

Jest to ulubiony kosmetyk wielu kobiet, który nie tylko sprawia, że cera jest matowa, ale ma też lekki, beżowy odcień. Dobranie pudru jest tak samo problematyczne jak podkładu, wiele rodzajów, kolorów i funkcji. Pomimo tego, że nie może go zabraknąć w żadnej kosmetyczce, nie jest to najlepszy pomysł na prezent.

4. Cienie do powiek – miraż możliwości

Najpopularniejsze są te prasowane, ale na rynku znajdziemy je w kremie, musie, kredce i proszku. Kolor cieni dobiera się do koloru tęczówki i karnacji, ale wiele kobiet lubi eksperymentować i rezygnuje z tych zasad. Najbardziej cenione są palety w których jest kompozycja kilku, a nawet kilkunastu odcieni, które można ze sobą łączyć na wiele sposobów. Skoro przy ich wyborze nie musimy kierować się kolorem to czym? Ceną. Na cieniach nie warto oszczędzać. Im mniejsza jest kwota wydana na ten produkt tym mniej są napigmentowane i trzeba nałożyć ich więcej, co przekłada się na czas spędzony nad robieniem makijażu. Wniosek jest prosty: Panowie, jeśli chcecie aby Wasza kobieta skróciła czas przygotowań do wyjścia to kupcie jej dobrą paletę cieni!

2

Do tego produktu też można dołożyć bazę – nakłada się ją przed cieniami, aby te dłużej się trzymały. To bezpieczny pomysł na prezent, bo przyda się nie tylko na imprezę, ale także podczas wyjątkowo ciężkiego i długiego dnia w pracy.

5. Eyeliner – czarna klasyka

To najlepszy przyjaciel kobiet już od czasów Kleopatry. Używała go Marylin Monroe, dzisiaj z dumą maluje nim oczy Dita von Teese. Równo narysowana kreska powiększy i otworzy oko oraz doda wdzięku. Eyelinerowa linia to mocny akcent makijażu, który ciężko wykonać i jeśli Twoja kobieta ma równą kreskę na powiece to powinieneś być z niej dumny! W przypadku tego kosmetyku najpopularniejsza jest klasyczna czerń, która zawsze dobrze wygląda, ale w drogeriach z łatwością znajdziemy inne odcienie. Dla pań o brązowych oczach sprawdzi się niebieski, zielone podkreśli fioletowa kreska a niebieskie – brązowa, ale to nie są sztywne reguły. Eyeliner można kupić w płynie, żelu i kredce. Nie można określić, który jest lepszy, bo to zależy od umiejętności jakimi posługuje się kobieta. Jeśli nie wierzysz jak ciężko jest go użyć to sam zobacz!

Eyeliner to dobry pomysł, kiedy zastanawiamy się nad prezentem. Nie musimy znać konkretnych odcieni, wystarczy, że kupimy czarny i wybierzemy najbardziej podstawową wersję z pędzelkiem. Dokładnie ta sama zależność, jeśli chodzi o upominki, dotyczy kolejnego produktu.

6. Tusz do rzęs – tajemnica powłóczystego spojrzenia

Kojarzysz jak aktorki ze starych filmów trzepoczą rzęsami, gdy chcą poderwać przystojnego dżentelmena? Oczywiście, dzisiaj możemy sobie przykleić sztuczne, pofarbować je henną, ale tusz do rzęs zawsze je pięknie podkręci i przyciemni. Dodatkowo otworzy oko, dzięki czemu będzie sprawiać wrażenie większego. Według badań to drugi, zaraz po podkładzie, ulubiony kosmetyk kobiet. Istnieją różne kolory, ale czerń dominuje i wiele kobiet boi się korzystać z bardziej ekstrawaganckich odcieni, więc ich zakup będzie łatwy. Z pewnością ekspedientka pomoże dobrać Ci właściwy rodzaj, bo kolor, jaki powinien mieć tusz, już znasz.

7. Bronzer/róż/rozświetlacz – sekret smukłej twarzy

Ostatnio pojawiła się moda na konturowanie twarzy, ale ten temat nadal jest tajemnicą dla wielu kobiet, więc w tym krótkim poradniku możemy go pominąć. Za to każda z nas lubi podkreślać swoje kości policzkowe bronzerem, różem i rozświetlaczem. Czasami je łącząc lecz częściej tych produktów używa się osobno. Podział jest prosty: bronzery są w różnych odcieniach brązu, róże – różu, a rozświelacze są bardzo jasne i błyszczące. Dobór ich koloru jest niemal tak skomplikowany jak pudru czy fluidu dlatego to nie jest najlepszy pomysł na prezent. Na szczęście producenci przewidzieli taką sytuację i można skorzystać z gotowych palet, które zawierają kilka odcieni, dzięki czemu Twoja kobieta znajdzie coś dla siebie.

8. Usta – niczym czerwone wino

W jednej kategorii znalazły się:

  • Błyszczyki, które zazwyczaj mają bardzo delikatny kolor, sprawiają, że usta błyszczą.
  • Pomadki mają wiele odcieni o różnej intensywności. Kolor dobieramy do karnacji, ale eksperymenty są mile widziane.
  • Kredki do ust pomagają nam przy dokładnym ich pomalowaniu szminką i powinny być dobrane do jej koloru.
  • Tinty to w pewnym sensie „markery” do ust. Zachowują się jak flamaster, szybko wysychają zostawiając intensywny kolor, są wyjątkowo trwałe.

Każda kobieta pięknie wygląda z podkreślonymi ustami, zresztą czerwona szminka to klasyk nad klasyki. Ciekawym pomysłem będzie pomadka utleniana, która dopasowuje się do odcienia ust naturalnie go podkreślając. Taki prezent będzie odpowiadał każdej kobiecie.

9. Pędzle do makijażu – profesjonalny efekt bez wysiłku

Kolejny bezpieczny prezent. Z dobrych pędzli ucieszy się każda z pań. Często ich zakup jest odkładamy na później a to poprawna aplikacja kosmetyków sprawia, że pełnią swoje funkcje i dają pełnie pożądanego efektu. Można je kupić w zestawie, ale to wydatek co najmniej 250 zł, chociaż naprawdę dobre pędzle kosztują jeszcze więcej. Najlepsze będą te z naturalnego włosia (jeśli ze sztucznego to powinny być odpowiednio elastyczne i niezbyt twarde aby nie podrażnić skóry) i drewnianą rączką.

10. Zalotka – przerażający sprzęt do podkręcania rzęs

Jak można przyłożyć sobie coś metalowego tak blisko oka i do tego ścisnąć tym rzęsy? To musi boleć!

Zapewniam, że nie boli, a ten groźnie wyglądający sprzęt ma za zadanie jedynie podkręcić rzęsy. Na rynku oprócz tradycyjnych metalowych zalotek z gumowymi końcówkami pojawiły się też podgrzewane modele, które działają jak lokówka dając o wiele trwalszy efekt.

To krótki przewodnik po kobiecym świecie makijażu. Oczywiście istnieje o wiele więcej trików, wspomniane wcześniej konturowanie, powiększanie ust bez ingerencji chirurga, przedłużanie rzęs, farbowanie i malowanie brwi… Nie wspominając o pielęgnacji, czyli maseczkach, balsamach i peelingach! Choć dla niektórych makijaż może się wydać oszustwem to… Panowie, przecież my to wszystko robimy dla Was! Jeśli zainteresował Cię ten wpis i chciałbyś rozszerzyć swoją wiedzę o kobiecym świecie to daj nam znać!

Autor: Julia Adamska

Inne wpisy z tej kategorii

portfel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj kolejny artykuł

Najlepsze czołgi aliantów II wojny światowej

Hobby, Militaria / 

I wojna światowa udowodniła jak ważnym elementem jest lotnictwo, które rozwinęło się bardzo szybko. W przypadku broni pancernej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Skupiano się na tzw. czołgach piechoty, które miały dotrzymywać jej tempa i razić przeciwnika siłą ognia. Historia zweryfikowała jednak plany konstruktorów. Wojska pancerne odegrały ogromną rolę w trakcie II wojny światowej. Prezentujemy jedne z najlepszych alianckich czołgów, największego konfliktu zbrojnego świata.

T-34

Wojna domowa w Rosji (1918-1923) ukazała zwycięskim bolszewikom niedostatki armii. Postanowiono przeprowadzić rewolucję w wojsku. Stalin chciał unowocześnić wojsko, dostosować je do wymogów nowoczesnego pola walki. Na początku lat 20 w Rosji dominowała kawaleria. Nieoceniona, szybka, mogąca zadawać dotkliwe straty na tyłach nieprzyjaciela. Miała ona, jednak znaczącą wadę, nie dysponowała dużą siłą ognia. Rosyjscy teoretycy wojskowi uznali, że należy stworzyć pojazd szybki, o dużym zasięgu, mogący pokonywać ogromne tereny Rosji i razić przeciwnika daleko od własnych baz. Pomysł użycia szybkich czołgów szturmowych, będących zastępcą kawalerii przyjął się na dobre w wielu armiach świata.W latach 30 XX w. w Związku Sowieckim narodziła się seria maszyn BT.

W maszynach klasy BT Rosjanie wykorzystali zakupione od Amerykanów tzw. podwozie Christie. Był to nowatorski projekt, który po zdjęciu gąsienic umożliwiał poruszanie się na kołach. Pozwalało to na osiąganie znacznie większych prędkości i choć ostatecznie amerykańska armia nie skorzystała z pomysłu konstruktora, to przyjął się on w Rosji, gdzie był stale rozwijany i eksploatowany. Choć na przełomie lat 20 i 30 podwozie Christiego było rewolucyjnym pomysłem, to doświadczenia walk z wojny domowej w Hiszpanii, gdzie walczyły sowieckie czołgi, odsłoniły niedostatki w armii pancernej Stalina. Pojazdy BT choć szybkie, posiadały niewystarczające opancerzenie, także zmiana systemu jezdnego z kołowego na gąsienicowy, z pozoru prosta, ale dostarczała radzieckim czołgistom wielu problemów. Dlatego postanowiono rozwinąć czołgi BT. Konstruktorzy radzieccy zaczęli pracować nad nową maszyną, mającą być niedoścignioną na polu walki, dysponującą dużą siłą ognia i grubym pancerzem chroniącym załogę.

Stąd powstał pierwszy projekt czołgu T-34. Prace nad konstrukcją rozpoczęły się w 1937 roku. Radzieccy konstruktorzy zrezygnowali z możliwości zdejmowania gąsienic, montując je na stałe. Rewolucyjnym rozwiązaniem było, użycie w pojeździe pochyłych płyt pancernych, co znacznie niwelowało szanse na przebicie, ponieważ pociski wystrzelone w kierunku takiego czołgu w zderzeniu z nim często rykoszetowały. Ponadto pancerz wykorzystany w t-34 był grubszy niż w konkurencyjnych modelach innych armii. W nowym pojeździe Rosjanie zastosowali działo L-11 kalibru 76,2 mm. W 1940 roku maszyna była prawdziwą rewolucją, bo nie było na świecie czołgu średniego, który mógłby konkurować z t-34. W momencie ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku, t-34 okazał się ogromnym zaskoczeniem dla armii Hitlera. Choć w maszynie niemalże idealnie wyważono moc silnika, grubość pancerza i siłę ognia, to nie była ona pozbawiona wad.

Czołg cechował niski komfort pracy załogi. Kierowca musiał wkładać wiele siły w zmianę przełożeń, ponieważ skrzynia biegów była wyjątkowo toporna a ponadto mało wytrzymała i wadliwa. Często dochodziło też do pękania kół zębatych w przekładni. Zdarzały się przypadki, że rosyjskie załogi „pożyczały” z rozbitych wozów skrzynie biegów aby w razie awarii móc dokonać wymiany lub naprawy. Wieże montowane w pierwszych seriach t-34 również pozostawiały wiele do życzenia. Zamiast wentylatorów odprowadzających z ich wnętrza nadmiar gazów prochowych po wystrzale, zdecydowano się jedynie na otwór wentylacyjny. W trakcie walki wnętrze przedziału bojowego szybko wypełniało się dymem i gazami. Wielu problemów nastręczał również właz główny, ponieważ zdecydowano się na jedną, dużą płytę wspólną dla dowódcy oraz strzelca. Z racji, że płyta zajmowała niemalże całą powierzchnię wieży zabrakło na niej miejsca dla wieżyczki dowódcy, pozwalającej prowadzić obserwację „po okręgu”.

Operacja Barbarossa pokazała jak katastrofalny w skutkach okazał się brak łączności pomiędzy poszczególnymi wozami. W radiostację wyposażane były jedynie czołgi dowodzenia a normą było porozumiewanie się za pomocą chorągiewek sygnalizacyjnych. W 1941 Niemcy nie mieli równorzędnego przeciwnika dla t -34, sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy w czołgach Panzer IV zaczęto montować działa o dłuższych lufach i lepszych właściwościach. Niemniej, jednak o zwycięstwach pancernych zagonów III Rzeszy w dalszym ciągu decydowało głównie znakomite wyszkolenie i doświadczenie bojowe żołnierzy. Wojsko niemieckie było doskonale zorganizowane a jego poszczególne oddziały ściśle ze sobą współpracowały, co pozwoliło zniwelować różnice w liczebności. Choć Armia Czerwona była znacznie większa i liczebniejsza, to właśnie mizerne wyszkolenie, a także chaos i nieudolne dowodzenie, wynikające z czystek, które Stalin przeprowadził jeszcze przed wybuchem wojny decydowały o przegranych bitwach pancernych. W pierwszych miesiącach walk Rosjanie nie umieli wykorzystać potencjału drzemiącego w znanych już na całym świecie „tetkach”.

Plany Hitlera dotyczące podbicia Związku Radzieckiego zweryfikowała rosyjska zima, gdyż niemieckie czołgi znacznie gorzej radziły sobie w skrajnie trudnych warunkach niż ich odpowiedniki w Rosji. Porażki Armii Czerwonej w 1941 roku otworzyły oczy wyższemu szczeblu dowództwa. Poświęcano wówczas więcej czasu na szkolenie załóg a od 1942 roku, na linii zaczęły pojawiać się udoskonalone wersje t-34 z sześciokątną wieżą, posiadającą lepsze systemy wentylacyjne i mocniejsze działo. Odchodzono również od wspólnego włazu w przedziale bojowym, zastępując go dwoma osobnymi, dla dowódcy i strzelca. Poprawiono również skrzynie biegów i wadliwe jak do tej pory sprzęgła. Rosyjski przemysł został przeniesiony z zagrożonych działaniami wojennymi odcinków za góry Ural, co było ewenementem na skalę światową.

Klasyczna konstrukcja w nowym wydaniu.

Miler Spirits&Style z wielką przyjemnością informuję, że w ich sklepie w pojawiły się długo oczekiwane pikowane kurtki „Miler Quilted Jacket”, która idealnie nadaję się zarówno do noszenia z garniturem, jak i bardziej casualowych stylizacji . Kurtki dostępne są w trzech kolorach: granatowy, oliwkowy i czarny. Dla wszystkich kurtek zamówionych do końca tego tygodnia (do niedzieli 8 XI) przewidziano wysyłkę kurierem gratis. Oznacza to, że kurtka będzie u Państwa w jeden lub dwa dni robocze, zależnie od dnia i godziny zakupu. Zamówienia można dokonywać TUTAJ.

Setki zakładów wraz z obsługą migrowało do miejsc, gdzie w spokoju mogły powstawać nowe narzędzia do zadawania śmierci. Przemysł całkowicie przestawił się na wojenną produkcję, fabryki opuszczały tysiące czołgów a co za tym idzie spadła jakość ich wykonania. Mimo to, t-34 po wprowadzeniu udoskonaleń nie stracił na wartości. Gdy na froncie wschodnim pojawiły się znakomite niemieckie czołgi Pantera i Tygrys, radzieccy konstruktorzy w 1944 roku odpowiedzieli na nie nową wersją T-34/85.

85-tka była znacznym rozwinięciem, na które składało się nowe działo o większym kalibrze bo aż 85 mm, grubszy pancerz, a także miejsce dla nowego członka załogi – ładowniczego. Ostatnia zmiana znacznie odciążyła dowódcę, który do tej pory musiał dzielić dowodzenie czołgiem z obsługą działa. Normą było wtedy montowanie radiostacji we wszystkich wozach. Choć nowy t-34 ustępował niemieckim „kotom”, pod kątem rozwiązań technologicznych oraz siły ognia i grubości pancerza, to różnice te niwelowała ilość powstałych maszyn. T-34 we wszystkich wersjach powstało ponad 50 000 tysięcy sztuk. Niewątpliwie zapisały się one na kartach historii. Przez wielu uważane są za najlepsze czołgi II wojny światowej. Na pewno były udanymi konstrukcjami, zdolnymi do działań w skrajnie trudnych warunkach. Pomimo szoku jakie wywołały w początkowej fazie konfliktu, to nie wyprzedzały swojej epoki. Były jednak idealną bronią do prowadzenia wojny totalnej, tanie i łatwe w eksploatacji oraz produkcji, a także mobilne, i posiadające dużą siłę ognia.

Warto zwrócić uwagę na znakomity peryskop odwracalny, montowany w nowszych wersjach czołgu. Peryskop pozwalał na obserwację otoczenia w 360 stopniach, bez konieczności odwracania głowy przez dowódcę. Został stworzony przez polskiego inżyniera Rudolfa Gundlacha, i masowo produkowany na licencji przez firmę Vickers-Armstrong i montowany niemalże we wszystkich rodzajach brytyjskich czołgów jako peryskop MK IV. Rosjanie skopiowali pomysł polskiego inżyniera.

M4 Sherman

Sherman był odpowiedzią na zapotrzebowanie amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego na czołg średni. Tamtejsza doktryna wojenna dotycząca broni pancernej w chwili wybuchu wojny w Europie była dopiero dopracowywana, ponieważ sądzono, że rola czołgów będzie ograniczała się jedynie do wsparcia piechoty. Amerykanie nie inwestowali w broń pancerną. Dopiero sukcesy niemieckich wojsk oraz pierwsze sygnały świadczące o przeniesieniu wojny poza Europę sprawiły, że starano się szybko zapełnić luki w wojskach pancernych. W 1941 do użytku wszedł czołg M3 Lee, pojazd uzbrojony w dwa działa: 75 mm i 35 mm o średniej grubości pancerza. Jego podstawową wadą było umieszczenie działa większego kalibru w sponsonie kadłuba zamiast w obracanej wieży. Już w momencie wprowadzenia M3 do służby, trwały prace nad jego zastępcą uzbrojonym w działo kalibru minimum 75 milimetrów w obrotowej wieży i grubszym pancerzem

M4 Sherman bazował na podwoziu i wielu rozwiązaniach ze swojego poprzednika, dlatego nie był zupełnie nową, przełomową konstrukcją. To rozwiązanie pozwoliło jednak na szybkie przestawienie się fabryk na stworzenie nowego czołgu. Sherman został wprowadzony do produkcji w 1942 roku. Bogaty amerykański przemysł, choć dopiero przestawiał się na produkcję wojenną, to pozwalał budować czołgi w ogromnych ilościach. Do końca wojny powstało ponad 48 tysięcy sztuk. Pojazdy te, cechował wysoki komfort pracy załogi, bo były dobrze wentylowane a wieża posiadała podłogę, dzięki czemu załoga nie musiała się „przemieszczać” wraz z każdym jej obrotem. Podwozie i system jezdny, choć nie były najnowocześniejsze to stosunkowo dobrze niwelowały nierówności terenu i czołg nie miał tendencji do wpadania w drgania. Zastosowano w nim wiele nowatorskich rozwiązań, takich jak stabilizatory armaty, znacznie polepszające celność maszyny podczas strzelania w ruchu. W momencie debiutu podczas bitwy pod El-Alamein, czołgiści 8. Armii Brytyjskiej, którym przyszło pierwszy raz wypróbować w boju nowe pojazdy oceniali je wysoko.

W walce z niemieckimi Panzer III i Panzer IV wypadały dobrze, pociski wystrzeliwane z armaty 75 mm przebijały pancerze niemieckich wozów. M4 nie był jednak całkowicie odporny na ostrzał niemieckich żołnierzy. Sytuacja uległa całkowitemu odwróceniu po wprowadzeniu wyżej wspomnianych Panter i Tygrysów z którymi Shermany nie miały szans, a niedostatek niszczycieli czołgów i dział samobieżnych sprawiał, że pomiędzy tymi maszynami, szczególnie w Europie dochodziło do częstych starć.

M4 nie był tak zwrotny i szybki jak radziecki t-34. Ponadto był od niego wyższy, co w działaniach bojowych odgrywało dużą rolę. Szybko okazało się, że pancerz czołowy przekraczający 100 mm w późniejszych wersjach pojazdu jest niewystarczający w walce ze znakomitymi niemieckimi armatami kalibru 88 mm. Ponadto czołg, po trafieniu miał tendencje do zapalania się, więc wśród żołnierzy szybko zyskał nazwę Ronson – od producenta zapalniczek. Alianccy projektanci widząc niedostatki Shermanów zaczęli je udoskonalać, wprowadzono tzw. mokre pojemniki na amunicję, które w teorii, nawet po zapaleniu się pojazdu uniemożliwiały wybuch. Z czasem w M4 zaczęto stosować armatę kalibru 76 mm, ale nie zmieniło to całkowicie sytuacji, jedynie poprawiło osiągi.

Dopiero Sherman Firefly powstały w 1944 roku, uzbrojony w znakomitą brytyjską armatę 17 funtową pozwalał na nawiązanie walki z ciężkimi niemieckimi maszynami. Niemniej jednak taktyka walki M4 do końca wojny polegała na atakowaniu kilkoma czołgami jednego ciężkiego i okrążenia go. Shermany nie miały problemów z przebijaniem tylnych pancerzy Tygrysów i Panter. Czołg był niezawodny, prosty w konstrukcji i tani w produkcji, co pozwoliło na jej umasowienie. W walce ze swoimi odpowiednikami wypadał dobrze, nie miał za to sobie równych w bitwach toczonych na wyspach Pacyfiku, gdzie M4 bez trudu rozstrzeliwały konkurencyjne czołgi Japońskie.

2IS

Radziecki czołg ciężki lub też czołg przełamania. Rosjanie szukali zastępcy dla swoich czołgów ciężkich KW i KW – 2. Były to maszyny stosunkowo dobre, lecz wyprodukowano ich niewielkie ilości i w 1943 roku kiedy pierwsze IS – 2 wchodziły do służby, nieco już przestarzałe. Skrót IS to inicjały Józefa Stalina, nowy, potężny czołg nazwano właśnie nazwiskiem dyktatora. Pojazd był rozwinięciem niemalże identycznej konstrukcji – IS, pierwsze egzemplarze uzbrojone były w armatę kalibru 85 mm., dobrą, lecz niewystarczającą do nowego radzieckiego czołgu ciężkiego. Wersji z takim działem wyprodukowano nieco ponad 100 egzemplarzy. Rosyjscy konstruktorzy przezbroili pojazd w armatę dużego kalibru 122 mm, tak aby maszyna nie miała problemu z niszczeniem niemieckich przeciwników w postaci czołgów ciężkich. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczną, długą, 3 metrową lufę pojazdu. Ponadto czołg o grubym pancerzu, dużej mocy i ogromnej sile ognia był doskonałą bronią propagandową. W momencie wejścia do służby stanowił pokaz siły i potęgi ZSRR, swoistą wizytówką. Napędzany był silnikiem diesla o mocy ponad 500 koni mechanicznych, pozwalało mu to rozpędzić się do prędkości 37 km/h na drodze, jednak w terenie szybkość znacznie spadała.

Grubość pancerza sięgała do 120 mm. Pomimo większej armaty i grubszego pancerza IS – 2 pozostawał lżejszy od swojego głównego konkurenta Panzerkampfwagen VI o prawie 10 ton. Miał również większy zasięg. Nie była to jednak broń pozbawiona wad, podobnie jak większość rosyjskich czołgów. IS miał problemy z wentylacją, co w parze z ciasnym przedziałem bojowym sprawiało, że pojazd był nie wygodny dla załogi. Zastosowano w nim amunicję dwudzielną, co wydłużyło czas ładowania pocisku, ładowniczy musiał w pierwszej kolejności umieścić w zamku pocisk a później ładunek miotający. Ponadto zapas amunicji to jedynie 26 nabojów. Było to za mało, ponieważ tak niewielka liczba nabojów zmuszała załogi do odwrotu i uzupełnienia zapasów. Wyłączenie z walki nawet jednego wozu mogło decydować o losach bitew. Dowódca i celowniczy w IS -2 korzystali z optyki, która była słabej jakości. Pojazdy trafiały do jednostek szturmowych, tzw. grup przełamania, które były podporządkowane naczelnemu dowództwu i wysyłane wszędzie tam, gdzie zachodziła potrzeba przełamania, rozbicia silnej obrony przeciwnika. Pojazdy, podobnie jak t-34 służyły w Ludowym Wojsku Polskim.

Pershing

M26 był pierwszym, uznanym za czołg ciężki, amerykańskim pojazdem. Zaprojektowano go w 1943 roku w odpowiedzi na znakomite niemieckie maszyny a do służby wszedł rok później. Był udaną konstrukcją, pozwalającą nawiązać równorzędną walkę z wozami przeciwnika, choć trafiały na front w ostatnich miesiącach wojny, to zdołały udowodnić swoją wartość bojową.

Przed wojną niezbędny atrybut każdego gentlemana, dziś powraca…

Kaszkiet świetnie łączy się zarówno z dżinsami jak i garniturem dzięki czemu można nosić go praktycznie wszędzie! Detronizuje kompromitujące połączenie wełnianej czapki i garnituru oraz świetnie zastępuje kapelusz, który dzisiaj nie każdy chce nosić. Kaszkiety, które dla Was przygotowało Miler Spirits&Style, są całkowicie wyjątkowe i jesteśmy przekonani, że szybko stracicie dla nich głowę. Ale najpierw warto się dowiedzieć o co tu w ogóle chodzi.

121

Maszyna miała bardzo nowoczesną, niską sylwetkę, zastosowano w niej również szereg rozwiązań, które znakomicie sprawdziły się we wcześniejszych wozach zarówno przeciwnika jak i własnych. Czołg miał solidny pancerz o grubości do 100 mm, jednak jego największym mankamentem było słabe działo. Amerykanie zachęceni sukcesami Niemców, którzy montowali w swoich czołgach armatę przeciwlotniczą Flak 88, postanowili skopiować pomysł uzbrajając Pershinga w armatę M3 kaliber 90, pochodzącą od działa przeciwlotniczego. Standardowe pociski T33 i M82 miały niską wylotową prędkość, a co za tym idzie były mniej skuteczne, dopiero stosowanie pocisków rdzeniowych T30E16 poprawiło parametry bojowe. Nie był to jednak koniec prób. Do M26 próbowano również montować działo T15E2, lecz amunicja do niego była dwudzielna, co znacznie obniżało ilość wystrzałów i liczbą samych nabojów, gdyż te zajmowały więcej miejsca od standardowych. Ostatecznie dobrym rozwiązaniem okazało się uzbrojenie Pershinga w działo T54, które znakomicie sprawdzało się w zwalczaniu celów silnie opancerzonych. Jedynym mankamentem związanym ze zmianą uzbrojenia była ograniczona ilość amunicji. Rozwinięcie wozu stanowi Super Pershing. Pojazd był mocniej opancerzony, a także uzbrojony w nowe, lepsze działo wcześniej niemożliwe do zamontowania przez wzgląd na jego rozmiar. Nowa wersja czołgu ważyła prawie o 7 ton więcej. Przez wzgląd na późne wprowadzenie do służby, na front w walkach wzięła udział niewielka ilość tych czołgów. Wóz nie skończył swojej kariery bojowej wraz z zakończeniem II wojny światowej. Pershingi z powodzeniem służyły podczas wojny w Korei, gdzie stawiały czoła znacznie udoskonalonym wersjom czołgów t-34/85 wykorzystywanych przez armię Korei Północnej.

Autor: Maciej Drewniak.

Od dzieciństwa związany z Częstochową. Opuścił ją tylko na czas studiów we Wrocławiu. Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania historyk. Jego pasją jest II Wojna Światowa i góry, o obu potrafi opowiadać godzinami.

portfel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Miler Menswear
Top